Parlament Europejski przyjął dyrektywę o prawach autorskich

We wtorek Parlament Europejski ostatecznie przyjął dyrektywę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. W założeniach ma ona wyrównać pozycję twórców i wydawców względem internetowych gigantów, takich jak Facebook czy YouTube. Celem regulacji jest między innymi zmniejszenie tzw. „value gap” czyli różnicy między kwotą, jaką platformy czerpią z reklam umieszczonych obok treści zamieszczanych przez ich użytkowników, a kwotą, jaką otrzymują posiadacze praw autorskich w zamian.

Jednym z instrumentów mającym poprawić sytuację twórców i wydawców jest artykuł 15 dyrektywy, który ma zapewnić autorom prawo zażądania dodatkowego wynagrodzenia jeżeli pierwotnie wynagrodzenie okaże się niewspółmiernie niskie w porównaniu do późniejszych dochodów uzyskanych z eksploatacji utworów. Warto zauważyć, że polskim porządku prawnym obecnie podobną możliwość zapewnia art. 44 ustawy Prawo autorskie, także rozwiązanie przyjęte w dyrektywie nie powinno nikogo szokować.

Najwięcej emocji budzi jednak artykuł 13, w którym wielu komentatorów upatrywało furtkę do ograniczenia wolności słowa w Internecie. Dyrektywa doczekała się nawet określenia „ACTA 2” i szeroko zakrojonej kampanii przeciwnej przyjęciu komentowanego artykułu. Pierwotna wersja zakładała obowiązek filtrowania treści przez platformy internetowe oraz wprowadzała odpowiedzialność platform za naruszenie prawa autorskiego przez użytkowników. Ostatecznie przyjęte rozwiązanie jest zdecydowanie łagodniejsze i zakłada stworzenie mechanizmu w ramach, którego platformy będą mogły negocjować umowy licencyjne z twórcami. Jak będzie to wyglądać w praktyce, okaże się po wdrożeniu dyrektywy przez państwa członkowskie.

Poza filtrowaniem treści, przyjęty akt wprowadza również wyjątek dla tzw. „TDM”, czyli text and data miningu. Wyjątek niewątpliwie jest potrzebny, szczególnie w związku z postępującym rozwojem sztucznej inteligencji, zazwyczaj wymagającej dostępu do ogromnej ilości danych. Pojawiają się głosy, że został on ujęty zbyt wąsko, ponieważ ogranicza zastosowanie wyjątku do instytucji badawczych. Niektóre z państw spoza UE przyjęły mniej restrykcyjne zasady, co może powodować, że z jednej strony przedsiębiorstwa z UE mogą prowadzić prace w zakresie TMD poza granicami UE, aby skorzystać z mniej restrykcyjnych przepisów, z drugiej strony, może to zniechęcić potencjalnych przedsiębiorców z poza UE do inwestycji na tym polu, na obszarze Unii z powodu istniejących ograniczeń.

Poza tym, regulacja miała wprowadzić dodatkowe prawo dla wydawców internetowych, wzorowane na rozwiązaniach funkcjonujących w Niemczech i Hiszpanii. Miało to zapewnić ochronę twórców publikujących w Internecie przed wykorzystaniem ich materiałów przez agregatory treści takie jak Google News. Jednak funkcjonowanie tych rozwiązań w praktyce spotkało się z dużą krytyką i obecny kształt artykułu 11 jest złagodzony i raczej nie zapewni realnej ochrony.

Ciężar zrealizowania celów dyrektywy ostatecznie spadł na Państwa członkowskie, które mają teraz 2 lata na jej implementację.